Mamy tu pierzyny, kryształy, gołąbki i brytyjską herbatę. A także wszystko to, o czym nie pisze się w folderach emigracyjnych.
Postawiłam torbę na dywanie w maleńkim przedpokoju i zdjęłam buty. Wyraźnie uradowana Hanka podała mi kapcie. – Nie myślałam, że przyjedziesz – powiedziała. – Ale modliłam się, żebyś nie zawiodła. Tak mi się przykrzy tutaj samej... Sięgnęłam do siatki i wyjęłam trzy butelki wina, pudełko czekoladek kupionych u czarującego Flamanda oraz paczkę chusteczek do nosa. – Masz, to dla ciebie – wręczyłam jej skromne prezenty. – Dziś będziemy pić i płakać. – Daj spokój, wariatko! – zaśmiała się. – My będziemy płakać?
Poczułam się lekko zawiedziona. Sądziłam, że będzie źle, a tymczasem moją Handzię zdawała się rozpierać energia. – Chyba, że udaje, co jest całkiem prawdopodobne w przypadku ludzi pogrążonych w depresji – próbowałam kombinować. Popchnęła mnie do saloniku, usadziła na skórzanej kanapie. – Czego się napijesz? – spytała. Poprosiłam o kawę. – Biała bez cukru? – upewniła się i weszła do maleńkiej kuchni, a ja w tym czasie rozejrzałam się po pokoju. Kanapa i fotele były inne niż trzy lata temu, kiedy byłam tutaj po raz ostatni. Na ścianach reprodukcje obrazów ze zwierzętami: jakieś papugi, pies, koń – też nowość. Dwie gustowne lampy z jasnymi abażurami na niskiej komodzie, nieduży stolik, plazmowy telewizor. Na podłodze jasny dywan w chińskie wzory. – Podoba ci się? – spytała Hanka z dumą, stawiając na stoliku dwie filiżanki. – Podoba. Jest jasno i przytulnie – przytaknęłam. – Kevin zrobił mały remont – wyjaśniła. – Ale meble ja wybierałam. Za to obrazki są jego. Bardzo lubi zwierzątka...
Siedziałyśmy naprzeciwko siebie. Czułam się odrobinę niezręcznie. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
– Co ci? – spytała niefrasobliwie.
– Nic. Myślałam, że zastanę cię w innym nastroju – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– Wystraszyłam cię tym telefonem, co? Sorry . Już mi trochę przeszło. Miałam ciężką noc. Ale dobrze, że jesteś. Muszę się wygadać.
Jasne. Kobieta, która nie ma przed kim się wygadać, może się rozchorować. Stara prawda. Dlatego tu jestem.
– Jak żyjesz? – spytam, żeby zacząć rozmowę. Jak dziewczynki?
– Dziewczynki? To już stare baby! Ella mieszka z boyfriendem , Kitty też. Rzadko zaglądają do domu, najczęściej po to, żeby zarzucić mnie brudnymi łachami do prania, albo żeby coś zjeść... A właśnie! Głodna jesteś? Zrobiłam coś fajnego!
Hanka zerwała się i pobiegła do kuchni, aby po chwili postawić przede mną na niskim stoliku talerz z dwoma zagrzanymi w mikrofalówce gołąbkami.
– Myślałam, że zrobisz kluski śląskie – w moim głosie musiała zabrzmieć nutka rozczarowania, bo Hanka zrobiła przepraszająca minę. – Chciałam. Sorry, jeśli cię zawiodłam. Ale nie mam mąki ziemniaczanej. Zapomniałam kupić, jak byłam ostatnio w Polsce.
– Byłaś w Polsce? Kiedy? I po co?
– Dwa tygodnie temu. Postanowiłam spotkać się z ojcem. Poza tym musiałam kupić fajki. Przywiozłam dziesięć kartonów. Powinno starczyć na kilka tygodni...
– Z ojcem? A co się stało?
I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, Hanka się rozkleiła. Usiadłam na oparciu fotela i objęłam ją jedną ręką, drugą szukając w kieszeni marynarki chusteczki. – Co jest, Handzia? Co się stało? – spytałam nie wiedząc, jak powinnam się zachować. – Widzisz, przysypało mnie to wszystko. Stara, Kevin, babka, bank. Ale tak naprawdę zaczęło się od ojca... – wydusiła z siebie po długiej chwili. – Ale co on zrobił? – spytałam wprost. – Chodzi o to, że nic. Dwa tygodnie temu zobaczyłam go po raz pierwszy w życiu. Zrobiłam z siebie idiotkę. Starego zachciało mi się poznać! – Hanka przestała płakać. Zagryzła dolną wargę i zapatrzyła się w okno. – Chcesz o tym pogadać? – zaproponowałam po chwili milczenia. – Why not? – odpowiedziała. – Ale nie wiem, czy cię nie zanudzę. To długa historia. Bo problemy zaczęły się od rozwodu z Denisem... Wtedy poleciałam na pysk finansowo. Chociaż nie... Najpierw chyba od starej, po tym jak pewnego dnia – byłam wtedy smarkulą – kazała babce spakować moje rzeczy i zabrała mnie do siebie... A teraz, kiedy zerwałam z nią wszelkie kontakty, zachciało mi się odszukać mojego prawdziwego ojca... – zaczęła, przerywając wypowiadane zdania kolejnymi smarknięciami w chusteczkę. – Wszystko się popieprzyło. Nie wiem, od czego zacząć... – Zacznij od początku – zaproponowałam, bo tylko ten sposób wydawał mi się sensowny. Kobiecie należy pozwolić się wygadać. A poza tym trudno byłoby mi zrozumieć Hankę, a przecież bardzo chciałam. Od kiedy ją znałam rozmawiałyśmy głównie o błahych, codziennych drobiazgach. Uspokoiła się, uśmiechnęła. – No! Teraz lepiej. Mów, co się dzieje – poprosiłam. Hanka sięgnęła po paczkę papierosów, przypaliła, zaciągnęła się głęboko, usiadła na fotelu po turecku, z podwiniętymi nogami. Wróciłam na kanapę. – Opowiedz mi, skąd się tutaj wzięłaś. No wiesz, w Anglii, w tym domu...
– A masz dla mnie czas?
Wyłączyłam nadajnik, włączyłam odbiornik. Nastawiłam się na długą opowieść. Hanka nabrała powietrza. – Nie zanudzę cię? – utwierdziła się. – Absolutnie nie! – odpowiedziałam z przekonaniem. – Musisz się wygadać, to oczywiste. Spróbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie, ale powoli. A teraz mów. Po to przyjechałam, no nie?